sobota, 26 maja 2007
małgośka mówią mi....
no właśnie.
tymczasem łzy wciąż są.
oczy w mokrym miejscu.
dobrze, że praca nawet w nadmiarze jest.
pomaga zapomniec.
z innej beczki: miła niespodzianka, zamiast 100/h, które usłyszałam/niedosłyszałam przez telefon, okazało się 300/h.
materialistka we mnie się uśmiecha.
poniedziałek, 21 maja 2007
lemmings
tabuny wędrujących przez chodniki miasta porą wieczorową pojedynczych, wciąż jeszcze młodawych facetów z torbą typu "listonoszką" przez ramię i piwem, najchętniej w puszce w ręce. Z której to puszki co kilka kroków pociągają. koło lemingów-AA? bosz, to ja już wolę koty. albo złotą rybkę... czy ktoś gdzieś widział ostatnio taki ewenement o którym na zdjęciu parę notek niżej: emocjonalnie stabilny, interesujący, wolny fecet nie-związkofob?
sobota, 19 maja 2007
I am now a grass widow
po całym turmoil ostatnich dni, już-zapewne-wkrótce-nie-mąż obrażony na cały świat oddalił się w kierunku ojczyzny win, sera, i Kota da Vinci, czyli Paris. Oddalił się z wyraźnym zamiarem nie wracania i nie kontaktowania się ze swoją polską małżonką, no chyba że z nożem na gardle. Po części chwała mu za to. Po drugiej części nagle zrobiło się pusto i smutno. Było nie było przeżyliśmy mniej więcej razem trzy lata. Zakopana w pracy próbuję zapomnieć o amputacji "drugiej połówki" i na wpół świadomie na wpół nie(świadomie) nastawiam się na nowe życie jako "ponownie wolna". i tylko wizje a'la Bridget Jones skończenia w pustym mieszkaniu wpół zjedzona przez owczarka alzackiego lub dziesiątkę kotów snują się gdzieś po podświadomości.
czytana ostatnio: "Lala" Jacka Dehnela
i już mniej rozrywkowo: "Medycyna zagrożeń i urazów radiacyjnych" pod redakcją byłego szefa-szefa.
niedziela, 06 maja 2007
don't wanna talk about it
wyparcie. wypłakałam się przyjaciółce, trochę przyjacielowi, trochę rodzicom (cud! - ale inaczej się nie dało) i udaję, że życie toczy się dalej. maska na twarz. happy happy joy joy...
pretence and validation, this is all about pretence and validation... teraz trzeba wziąć na wstrzymanie i przeczekanie, powoli poczekać na rozwó /lub nie/ wypadków. a na poprawę humoru coś gorzko-prawdziwego wyszperanego na thehumourarchives.com:

no i "zemsta nietoperza" ;-)
środa, 02 maja 2007
life is falling to pieces
i to boli. bardzo.
:'(
czuję się jak zbity pies.